niedziela, 25 października 2015

25/10/2015

Witaj, nieznajomy.. nawet nie wiem jak na imię masz. Patrzę na Ciebie i myślę, czy zrozumiesz co tu robię. To co tu piszę, jest moim wyrzuceniem z siebie myśli. Tak, papier mi już nie wystarcza. Jeśli myślisz, że czytasz mój pamiętnik, to się mylisz. Tu są rzeczy, które zrozumiem tylko ja i ewentualnie czytelnik, który zna mnie na tyle blisko i na tyle dobrze mnie oswoił i zna moje sztuczki kreowania słów tak ukrytych czasem znaczeniowo.
Jeśli szukasz prawdy o mnie, to odejdź, tracisz tylko czas. Żyj swoim życiem.

Pożegnam się teraz z Tobą jednym takim utworem, który dzisiaj jakoś towarzyszy mi tego wieczoru, gdy serio nie jest mi do twarzy z uśmiechem. Trzymaj się czytelniku, wchodzisz w mój świat.




* * *

Dzisiejszy dzień, jak większość dni każdej jesieni jest dniem zmiennych nastrojów. Najpierw dostrzegłam pewną zmianę w moim zachowaniu, coś nowego, coś czego bym się po sobie nie spodziewała.. a tu proszę, pozytywna zmiana. Usłyszałam utwór "Can't Stop Loving You" Van Halena i od razu myślałam, że chyba to jednak będzie w 100% dobry dzień.
Ha, nic bardziej mylnego.
W pewnym momencie otchłań internetu mnie wciągnęła w całości i odkopałam coś. Utwór. Skojarzył mi się z pewnym cytatem, a owe skojarzenie zmroziło mi krew w żyłach. Czy znowu pewna część mnie skuli się na ziemi w pozycji embrionalnej i popijając wino będzie wypłakiwała oczy prosząc siebie samą o przebaczenie, że kolejny raz się zawiodła?
Sprawdziłam. Tak, skojarzenie mnie nie myliło. Bałam się przeczytać ten tekst, bałam się sprawdzić ten utwór. Bałam się, tak cholernie nie chciałam znowu cierpieć.. Panika, przypływ ciepła w okolicach oczu. Czyżby naprawdę ten utwór aż tak mnie wtedy zranił? Czy naprawdę coś we mnie zniszczył? Bałam się, że znowu serce mi pęknie gdy go włączę. Nie chciałam tego usłyszeć, a jednak się zdecydowałam, odważyłam i doznałam olśnienia.
Jednak pierwsza interpretacja była prawdziwa.. Przecież w ciągu ostatnich 2 lat leczyłam nim złamane serce. Ta, którego przecież nie mam.. To złamaną psychikę, życie, cokolwiek! Odtwarzanie go ponownie przyniosło ten jesienny chłód serca i umysłu, który wiedziałam, że przyjdzie.
Bo jesień to taki czas oczyszczenia. To wtedy najbardziej nie boisz się płakać, to wtedy intensywność myśli zaczyna nabierać prędkości i jest odurzająca jak narkotyk. To wtedy samotność staje się Twoją najlepszą przyjaciółką i wtedy prowadzisz najbardziej zatarty dialog z sobą samą. To wtedy próbujesz ułożyć wszystko wewnątrz tak, by znowu wszystko było w porządku. O ile można coś takiego w ogóle osiągnąć w moim przypadku..
Nie ma we mnie już dziś niczego.



~ Panna M.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.