piątek, 6 listopada 2015

6/11/2015

Nie umiałam ułożyć myśli w słowa.
3 listopada zamienił się w 6. Zaraz będą kolejne dni, miesiące, kolejny rok minie. Widzisz jak czas ucieka Ci przez palce?
Czy zdarzyło Ci się kiedyś mieć mieszane uczucia? Jakąś niby eksplozję odczuć?
Jednego dnia jest super, a drugiego dnia już nie. Jedną godzinę jest radość, następną już smutek. Rano wstajesz z energią i chęcią do działania, po chwili ustępując miejsca przygnębieniu kończysz w łóżku w pozycji embrionalnej zalewając się łzami.
To są moje ostatnie dni, naprawdę.
Wyjazd? O tak, już coraz bliżej. Chcę od tego uciec, chcę przerwy.. Chcę tej odskoczni, nowej rzeczywistości, nowych ludzi. Zapomnienia o problemach. Świat stoi przede mną otworem, czego chcieć więcej? A no właśnie wymazania pamięci bądź jej cofnięcia. Tak do końcówki sierpnia na przykład albo do września.

Czy masz kogoś na kim Ci zależy? Czy starasz się dla tej osoby? Kochasz ją i nie chcesz by krzywdziła siebie wyrzutami sumienia? Czy zrobisz wszystko by jej nie dać odejść?
Czy jednak jeśli Ci zależy wolisz nigdy jej o tym nie mówić dla jej własnego dobra? A może to czysty egoizm?
To Ty popełniasz błąd i się nakręcasz, czy to tylko jej brak taktu? Wybaczysz i będziesz żyć dalej czy też beznamiętnie odejdziesz? Będziesz bierny, stały i sparaliżowany?
Co teraz?

Nie pozostało nic jak się usunąć. Znowu przechodzisz przez to samo, Kruczyno. Jak mogłaś do tego dopuścić? Jak to się stało, że znowu upadłaś? Uzależniłaś się, choć miałaś już nigdy nie popełnić tego samego błędu. A tu proszę - ta sama stara śpiewka. Czy widzisz to? Spójrz w kalendarz. 2 pieprzone lata. Powinnaś już nauczyć się żyć po swojemu, ostrożnie, lecz bez żałowania, że żyjesz.. No przecież tak właśnie miało być. Miało być w końcu, W KOŃCU dobrze. A tu kolejny zawód. Zbierasz te rany na plecach, ale czy będziesz w stanie się podnieść? Wyleczyć je?
Co jest warte Twoje poświęcenie? Utrata nerwów? Wciąż kochasz?

1 listopada. Smutny dzień, naprawdę.
2 listopada. Również smutny dzień, tak pięknie zamglony. Dławił. Oświecił. Bolało.
3 listopada. Najlepszego szatanku mój mały. Roczek temu przyszłaś na świat i mimo tego, że to Twój brat miał być moją małą pociechą, to właśnie Ty zostałaś moim oczkiem w głowie. Tęsknię kruszyno, nawet mimo tego, że jestem tu teraz z Tobą. Wiesz co mnie boli w tej tęsknocie? Fakt, że zaraz znowu Cię opuszczam, a Ty wiernie na mnie czekasz.
4 listopada. - Znowu chwila szczęścia. Chwytam haustem Twą obecność. Opycham się nią tak, jakbym widziała Cię po raz ostatni. Zniesmaczył mnie film, ale Żyję.
5 listopada. - Wątpliwość. Jest okej, ale po chwili znowu eksplozja. Radość, smutek, zmartwienie, stres, złość, zagubienie, tęsknota, melancholia - wrażliwość emocjonalna jak naciągnięta struna. Przerwiesz ją w końcu?
6 listopada. Halo, ratunku, pomocy.. Znowu zatrzymałam się w czasie. Światła. Migająca przestrzeń świateł. Świat wiruje. Dobrze, źle, stop - co jest? Aaa.. no tak.
Zrozumiałam ten film. Bardzo głęboki. Mogę zacytować? Chcę mieć to na zawsze przy sobie.

"Some things, once you've loved them,
becomes yours forever.
And if you try to let them go,
they only cicrle back and return to you.
They become part of who you are.
Or they destroy you."
 
 
 ~ Panna M.

poniedziałek, 26 października 2015

26/10/2015

Znowu się zrobiło zimno, chociaż poranek sprawił wrażenie ciepłego i pogodnego dnia. Słońce jednak bywa łudzące..
Chłód pokoju zrobił łyk mleka, umył buzię i rzekł, że przyjdzie zanim zasnę. Odrzuć, wyjdź z domu, uśmiechnij się i.. znowu oszukuj się, że wszystko jest ok. Zapomnij, żyj chwilą.
Odbierz połączenie, powiedz słowo, usłysz głos i zacznij znowu mieć chandrę. Po zakończonym połączeniu płacz przez godzinę. Obejrzyj filmik, popłacz się jeszcze bardziej. Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia.
Czyżbyś leczyła się od nowa? Czy to jak daleko już zaszłaś jest bez znaczenia?
Tak, nie ma w Tobie miłości. Nie pamiętasz już czasów, gdy nie było tak mrocznie i wszystko było łatwe. Wciąż.
M, ktoś tu był przed Tobą. Nim zdążyłaś się odnaleźć, ten ktoś odchodząc, sens i cel zabrał ze sobą. Jak się z tym czujesz? Bez sensu jest żyć w taki sposób, musisz być lepsza.

Dlaczego światem rządzi pieniądz? Moneta, wieczna gonitwa, pogoń za papierkiem.. Ile można? Dlaczego?.. Naprawdę nie chcę takich sytuacji, to naprawdę komplikuje życie. Czy cel uświęca środki? Czy pogoń za marzeniem jest tego warta?
Mówili, spełniaj marzenia za wszelką cenę, ale czy ta cena nie bywa czasem za wysoka? Czy ktoś kiedyś o tym pomyślał? Dziś marzenia kosztują, a nie każdy jest w stanie je opłacić. Ale cóż, jedziemy. Tak, ciesz się dziecinko, spełniasz marzenie właśnie, kosztem za wysokim. Zadaj sobie później to pytanie czy to wszystko jest warte tych nerwów i poświęcenia? Niech Cię to tylko wszystko później nie przerośnie.. Obiecuję, że spłacę swój dług wdzięczności. Jest jak jest, ale kocham najmocniej.

Weź wdech, to minie. Noc nadejdzie, deszcz spłucze z Ciebie wszelkie trucizny.. Ta, szkoda, że nie problemy.

A wiesz, że za Tobą tęsknię? Tak cholernie mocno. Cisza była chyba bardziej niszcząca niż ratująca.. Nie, nie uznaję jej za błąd, nauczyła potrzeby dystansu, ale.. Chcę Cię znowu zobaczyć. Twój uśmiech, zadziorny błysk w oku, chcę Cię dotknąć, chcę byś znowu mnie popchnął, a ja znowu bym udała złą. Chciałabym byś znowu jak wtedy mówił mi we włosy, że mnie kochasz, chociaż tylko tam, gdzie wszystko pozostaje, w tym jedynym miejscu na ziemi, byłeś do tego zdolny. Chciałabym byś znowu odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy, byś znowu się cieszył gdy się uśmiecham. Chciałabym byś znowu był obok i zbierał me smutki w rękaw. Chcę żebyś po prostu tu był. Tu obok, nic więcej nie chcę.
Nawet nie wiem gdzie teraz jesteś, choć naprawdę niewiele nas dzieli. Mam tylko nadzieję, że kolejny raz nie pakujesz się w kłopoty. Nie martwię się, po prostu.. po prostu myślami uciekam do Ciebie. Tęsknie, rozumiesz?

Obejrzyj ten teledysk jeszcze raz. Rozumiesz ten przekaz? Pomyśl zanim odejdziesz. Panuj nad sobą, nie dawaj nadziei, jeśli nie zamierzasz zostać na zawsze.
Ale czemu zanosi to tak strasznie egoizmem? Miłość to abstrakcja. Ile razy powiedziałaś "kocham" a tak naprawdę nie było to prawdziwe uczucie? Ile osób usłyszało od Ciebie puste "kocham cię" w zastępstwie za zwykłe "dzięki, że jesteś"? Nie rzucaj słów na wiatr.
Chciałabym Was przytulić i obiecam, że nigdy nie zostawię i będę rozpaczać jak za nią jedną przez te pieprzone 3 lata. Kiedyś ocalę kogoś od samotności, obiecuję.


Dzisiejszy wieczór będzie spokojny. Muzyka była w stanie przedrzeć się jednak przez ścianę niezrozumienia i smutku. Wakacyjny utwór. Jakbym miała opisać lato kilkoma utworami, to ten właśnie byłby jednym z nich. Jest taki spokojny, a zarazem niesie w sobie tyle emocji..
Cieszę się, że wtedy jednak kliknęłam "play" gdy wyskoczył na ścianie głównej. Dziękuję za noce, w których ten głos mnie uspokajał, dziękuję za obecność.
Nie martw się, kruczynko, wszystko się zmienia. W końcu będzie dobrze :)


  ~ Panna M.

niedziela, 25 października 2015

25/10/2015

Witaj, nieznajomy.. nawet nie wiem jak na imię masz. Patrzę na Ciebie i myślę, czy zrozumiesz co tu robię. To co tu piszę, jest moim wyrzuceniem z siebie myśli. Tak, papier mi już nie wystarcza. Jeśli myślisz, że czytasz mój pamiętnik, to się mylisz. Tu są rzeczy, które zrozumiem tylko ja i ewentualnie czytelnik, który zna mnie na tyle blisko i na tyle dobrze mnie oswoił i zna moje sztuczki kreowania słów tak ukrytych czasem znaczeniowo.
Jeśli szukasz prawdy o mnie, to odejdź, tracisz tylko czas. Żyj swoim życiem.

Pożegnam się teraz z Tobą jednym takim utworem, który dzisiaj jakoś towarzyszy mi tego wieczoru, gdy serio nie jest mi do twarzy z uśmiechem. Trzymaj się czytelniku, wchodzisz w mój świat.




* * *

Dzisiejszy dzień, jak większość dni każdej jesieni jest dniem zmiennych nastrojów. Najpierw dostrzegłam pewną zmianę w moim zachowaniu, coś nowego, coś czego bym się po sobie nie spodziewała.. a tu proszę, pozytywna zmiana. Usłyszałam utwór "Can't Stop Loving You" Van Halena i od razu myślałam, że chyba to jednak będzie w 100% dobry dzień.
Ha, nic bardziej mylnego.
W pewnym momencie otchłań internetu mnie wciągnęła w całości i odkopałam coś. Utwór. Skojarzył mi się z pewnym cytatem, a owe skojarzenie zmroziło mi krew w żyłach. Czy znowu pewna część mnie skuli się na ziemi w pozycji embrionalnej i popijając wino będzie wypłakiwała oczy prosząc siebie samą o przebaczenie, że kolejny raz się zawiodła?
Sprawdziłam. Tak, skojarzenie mnie nie myliło. Bałam się przeczytać ten tekst, bałam się sprawdzić ten utwór. Bałam się, tak cholernie nie chciałam znowu cierpieć.. Panika, przypływ ciepła w okolicach oczu. Czyżby naprawdę ten utwór aż tak mnie wtedy zranił? Czy naprawdę coś we mnie zniszczył? Bałam się, że znowu serce mi pęknie gdy go włączę. Nie chciałam tego usłyszeć, a jednak się zdecydowałam, odważyłam i doznałam olśnienia.
Jednak pierwsza interpretacja była prawdziwa.. Przecież w ciągu ostatnich 2 lat leczyłam nim złamane serce. Ta, którego przecież nie mam.. To złamaną psychikę, życie, cokolwiek! Odtwarzanie go ponownie przyniosło ten jesienny chłód serca i umysłu, który wiedziałam, że przyjdzie.
Bo jesień to taki czas oczyszczenia. To wtedy najbardziej nie boisz się płakać, to wtedy intensywność myśli zaczyna nabierać prędkości i jest odurzająca jak narkotyk. To wtedy samotność staje się Twoją najlepszą przyjaciółką i wtedy prowadzisz najbardziej zatarty dialog z sobą samą. To wtedy próbujesz ułożyć wszystko wewnątrz tak, by znowu wszystko było w porządku. O ile można coś takiego w ogóle osiągnąć w moim przypadku..
Nie ma we mnie już dziś niczego.



~ Panna M.